niedziela, 26 lutego 2017

I will show you the truth, 001.

*

Andreas: Nie martw się, w końcu to się musi kiedyś skończyć Billy.

*

- Tramper! - Krzyknął blond włosy, wskoczywszy na łóżko i wyciągając z krainy marzeń o moim blondasie. Spojrzałem na niego wymownie, gdy ten przygwoździł mnie obiema rękami do twardego materacu. Chyba się trochę zapomniał. Westchnąłem głęboko, nawet nie starając się wyrwać z łapsk tego kretyna, gdyby nie wibracja mojego telefonu. Skupiłem na nim swój wzrok, a widząc imię mojego ukochanego, serce zrobiło salto.
- Czego chcesz Kaulitz, nie mam czasu.
- A co niby masz do roboty w naszym kochanym bidulu, co? Chyba tylko pisanie z tym twoim chłoptasiem.
- Do rzeczy — Ponagliłem go, delikatnie poprawiając odrętwiałe już ciało. Mimo wszystko dresiarz także swoje ważył, a ja do jakoś szczególnie napakowanych nie należałem. Dopiero po chwili dotarły do mnie jego słowa. Wytrzeszczyłem ślepia, wbijając w niego wystraszony wzrok. Skąd on wiedział o...
- Nie wylogowałeś się z kompa w Bibliotece — Wytłumaczył niemal od razu, nawet nie musiałem zadawać tego niewygodnego dla mnie w tej chwili pytania. - Możesz być mi wdzięczny.
- Wdzięczny?
- Wylogowałem cię — Uśmiechnął się promiennie, w końcu racząc ze mnie zejść. Byłem niepewny jego dobroci, w końcu każdy nas tu kojarzył z naszych kłótni, a u wrogów raczej nie występują takie sytuacje. - A teraz oczekuję od ciebie malutkiej... rzeczy.

*

Andreas: Słoneczko, będzie dobrze. Wiesz, żałuję, że nie mogę ci tego powiedzieć, ale jesteś piękny.

*

- Szkoda, że ja nie mogę powiedzieć tego samego o tobie, Andi — Wyszeptałem sam do siebie, siedząc znudzony nad książkami. Odważyłem się, po dość sporym czasie nareszcie wysłać mu swoje zdjęcie.
Oczywiście; nie oczekiwałem za to czegoś w zamian. Dobrze już wiedziałem, że blondyn nie ma aparatu przedniego w telefonie, a tylnym zdjęcia wychodzą mu okropnie. Rozumiałem każde tłumaczenie, nawet to najbardziej bezsensowne. Na tym ponoć polega miłość, prawda? Na rozumieniu? Bo powoli już zaczynam wątpić w jej sens i tracić ten smak...
- A co, nie wiesz jak ktoś, z kim ponoć jesteś wygląda?- Wystraszyłem się, niemal spadając z krzesła. Dziedziarz stał oparty o framugę starych, drewnianych drzwi, spoglądając na mnie z niejasnym uśmiechem. - Wystraszyłem Cię? Przepraszam, nie chciałem tego.
- Daruj sobie — Warknąłem, wstając od mojego biurka, chcąc przejść obok bruneta. Ten zaś chwycił moje ramie, odwracając mnie w swoją stronę.
- Tramper, myślałem, że jesteś bardziej inteligentny i mniej naiwny.
- A ja myślałem, że jesteśmy wrogami.
- Wrogami? - Zapytał, marszcząc zabawnie swoje gęste brwi. Przygryzł wargę, przez co mogłem z bliska ujrzeć jak mała, srebrna kuleczka znika między jego zaciśniętymi zębami, aż sam poczułem lekki ścisk gdzieś w żołądku. - Nie jesteśmy wrogami, Billy.
- Tylko?
- Słabo dogadującymi się przyjaciółmi — Uśmiechnął promiennie, puszczając już to moje cholerne ramię. - Więc mam prawo się martwić.
- Nie masz do tego powodu, Kaulitz.
- To ty tak uważasz, ja to widzę inaczej. Mogę to tolerować; jak chcesz. Ale nie chciałbym na to patrzeć.
- To zamknij oczy — Mruknąłem, wymykając się mu sprzed nosa.

*

Andreas: Wiesz co? Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie.
Andreas: Obym tego nie żałował.

*

Wpatrywałem się w telefon, czekając, aż zniknie znak ładującego się MMS-a i w końcu (mam nadzieję) zobaczę jak wygląda moja pierwsza miłość. Ale z racji, że dziś w bidulu wybiło nam prąd, a mój internet w telefonie niezmiernie długo się ładował; czas dłużył się podwójnie.
No cóż, ale w końcu się wyświetliło, ukazując blondyna, ze słodkim uśmiechem i dużymi, niebieskimi jak morze tęczówkami, które cwaniacko patrzyły w obiektyw. Spod rozpiętej bluzy wystawał wyrzeźbiony (lecz z umiarem) brzuch, a w tle mogłem jedynie zauważyć półki z jakimiś książkami.
Co tu dużo gadać — był przystojny, cholernie przystojny; taki jakim sobie go wyobrażałem, i cały mój! Poczułem, jak palą mnie policzki i momentalnie wziąłem się za wiadomość zwrotną.

- Czego się uśmiechasz jak głupi do serca? - Burknął mop, znajdując się nie wiadomo od jak dawna parę metrów ode mnie. Zmarszczył gęste brwi, krzyżując ręce na ramionach. Często to robi, ale jakoś pasuje mu ta mina spod byka. Wygląda wtedy tak uroczo i groźnie w jednym.
Nie Bill, czekaj i stój, czy ty nazwałeś właśnie KAULITZA uroczym? Świat zwariował.
- A co cię to interesuje?
- A miałem właśnie w zamiarze napisać jakiś melodramat — Rzucił się na łóżko obok mnie, próbując podglądać ekran mojego telefonu, co poskutkowało momentalnym kuksańcem w bok. - Już nie bądź taki tajemniczy, dobrze wiem z kim piszesz.
- ale nie musisz wiedzieć co piszę.
- Seks przez eski też jest możliwy? - Zadrwił, szczerząc się słodko. Zarumieniłem się jak dorodny buraczek i przez moją nieuwagę, niemal momentalnie komórka zniknęła mi z dłoni, a mop pobiegł do łazienki, zamykając się w niej; razem z telefonem. Otrzeźwiałem w sekundę, dobijając się do tych cholernych, drewnianych drzwi; ale nici z tego. Nie wejdę tam, moja siła z ledwością pozwala mi otworzyć słoik; a co dopiero wyważyć drzwi.

- Tom! Tom otwórz to! - Krzyknąłem histerycznie, próbując jakoś go ugiąć. Nie chciałem, żeby poznał moje PRYWATNE wiadomości. - Błagam! - Poczułem jak w przypływie tej cholernej złości zaczęły mi lecieć łzy spod zaciśniętych do bólu powiek. Ale drzwi drgnęły; gdy tylko się uspokoiłem. - Tom? - Szepnąłem, gdy zamek puścił, a dresiarz stanął przede mną, z włączonym zdjęciem blondynka. Nawet nie miałem odwagi się teraz na niego rzucić, choć minutę wcześniej najchętniej bym go zabił.
- Jesteś tak cholernie naiwny, Czarnulku — Szepnął, pokazując mi włączoną przeglądarkę. - Nie zauważyłeś te angielskie gniazdka ukryte przy szafce? To pierwsze lepsze zdjęcie z internetu, głupku. - Westchnął, oddając mi sprzęt, a ja? Rozpłakałem się już na dobre, rzucając w jego ramiona.

*

1 komentarz: